Szum wody, płynącej Starym Kanałem, ledwo odczuwalny wiatr, ostatnie nocne rozmowy kaczek i łabędzi nastrajają mnie sentymentalnie i taki też będzie ten felieton. Uwielbiam wieczorny, wiosenny deszczyk, gdy świeże powietrze łechce nozdrza, a spadające krople rozrzedzają parność kończącego się dnia. Dodajcie do tego zapach świeżo skoszonej trawy, a odczucia staną się fenomenalnie rozkoszne. Nie ma to jak wiosna, moi Drodzy Czytelnicy! Bez hejtowania...